Czy obywatel ma prawo powiedzieć, że widzi w sądzie „układ”? Czy dziennikarz może napisać o „mafijnym mechanizmie” w wymiarze sprawiedliwości? Czy polityk może nazwać sędziów „złodziejami” albo „przestępcami”?

To nie są już tylko pytania z Internetu, komentarzy pod artykułami i sejmowych wystąpień. Te słowa naprawdę trafiły na wokandę. I tam została wydzielona granica gdzie kończy się wolność słowa, a zaczyna odpowiedzialność za pomówienie, zniewagę albo naruszenie dóbr osobistych.

Najkrócej: sądy wolno krytykować ostro. Wolno krytykować wyroki, przewlekłość, błędy, układy środowiskowe, patologie, polityczne wpływy i bezduszność systemu. Wolno używać języka publicystycznego, ironii, metafory, nawet przesady.

Ale nie wolno bez dowodów robić z konkretnego sędziego, prokuratora albo urzędnika złodzieja, mafiosa, łapówkarza czy przestępcy.

Granica nie przebiega między słowem grzecznym a ostrym. Granica przebiega między oceną a zarzutem faktu bez dowodu. Między metaforą a oskarżeniem. Między krytyką instytucji a przypisaniem człowiekowi czynu hańbiącego lub przestępstwa.

Prawo: trzy ścieżki odpowiedzialności

W takich sprawach najczęściej spotykają się trzy podstawy prawne.

Pierwsza to ochrona dóbr osobistych z art. 23 i 24 kodeksu cywilnego. Chronione są m.in. godność, cześć, dobre imię i reputacja zawodowa. Jeżeli ktoś naruszy te dobra, sąd może nakazać przeprosiny, usunięcie publikacji, zapłatę zadośćuczynienia albo wpłatę na cel społeczny.

Druga to art. 212 kodeksu karnego, czyli zniesławienie. Chodzi o pomówienie osoby, grupy, instytucji albo jednostki organizacyjnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu.

Trzecia to art. 216 kodeksu karnego, czyli zniewaga. Tu nie zawsze chodzi o konkretny zarzut faktu. Czasem wystarczy forma wypowiedzi obelżywa, poniżająca, służąca nie krytyce, ale upokorzeniu.

Nad tym wszystkim jest jeszcze art. 54 Konstytucji RP, czyli wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Dla dziennikarzy szczególne znaczenie ma też Prawo prasowe: obowiązek rzetelności i szczególnej staranności oraz ochrona rzetelnej krytyki podjętej w interesie społecznym.

Tyle teoria. Najważniejsze dzieje się jednak w konkretnych sprawach.

1. „Mafijny układ prokuratorsko-sędziowski”: Strasburg stanął po stronie wolności słowa

Sprawa dziennikarza Mariana Maciejewskiego. To jedna z kluczowych spraw dla granic ostrej krytyki wymiaru sprawiedliwości.

Maciejewski opublikował tekst, w którym użył m.in. określeń „złodzieje w wymiarze sprawiedliwości” oraz „mafijny układ prokuratorsko-sędziowski”. W Polsce został skazany za zniesławienie. Sprawa trafiła jednak do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

ETPC w sprawie Marian Maciejewski przeciwko Polsce, skarga nr 34447/05, wyrok z 13 stycznia 2015 r., uznał, że doszło do naruszenia art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli wolności wypowiedzi.

Trybunał zwrócił uwagę na kilka elementów.

Po pierwsze, sprawa dotyczyła działania wymiaru sprawiedliwości, a więc kwestii ważnej publicznie.

Po drugie, dziennikarz opierał się na określonych faktach, dokumentach i okolicznościach, a nie rzucał pustego hasła oderwanego od materiału.

Po trzecie, określenie „mafijny układ prokuratorsko-sędziowski” miało silny charakter oceny. Było brutalne, ale mieściło się w publicystycznym komentarzu do opisywanego mechanizmu.

Jeżeli dziennikarz opisuje sprawę ważną publicznie, ma materiał faktyczny, a słowo „mafia” działa jako metafora układu, mechanizmu albo patologii, a nie jako literalne oskarżenie konkretnej osoby o udział w grupie przestępczej, wolność słowa może go chronić.

Granica z tej sprawy: „mafia” jako publicystyczna metafora może być dopuszczalna. „Sędzia X jest członkiem mafii” bez dowodów  to zupełnie inna sytuacja.

2. „Państwo mafijne” Sąd Najwyższy: ostre metafory bywają legalne

Podobny problem rozstrzygał Sąd Najwyższy w sprawie o sygn. I CSK 482/18. Wyrok zapadł 10 października 2019 r.

Sprawa dotyczyła określeń „mafijne państwo” i „tak działa państwo mafijne”. Początkowo Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 15 lipca 2016 r. oddalił powództwo. Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z 23 marca 2018 r. zmienił rozstrzygnięcie i nakazał przeprosiny. Sąd Najwyższy uchylił jednak ten kierunek i ostatecznie oddalił apelację strony domagającej się ochrony.

Najważniejsze jest to, jak Sąd Najwyższy spojrzał na słowo „mafia”.

SN wskazał, że takie pojęcie ma w języku publicznym także znaczenie metaforyczne. Może być używane do opisania mechanizmów władzy, układów, nadużyć, sieci interesów czy działania instytucji w sposób przypominający zamknięty system wzajemnej ochrony.

Sąd Najwyższy nie powiedział: „wolno każdemu mówić mafia o każdym”. Powiedział raczej: nie wolno automatycznie traktować każdej ostrej metafory jako bezprawnego oskarżenia. Trzeba zbadać kontekst, fakty, interes społeczny i sposób odbioru wypowiedzi.

To jest bardzo ważne dla dziennikarzy. Jeżeli tekst opisuje realne fakty, dotyczy sprawy publicznej, a ostra metafora jest oceną mechanizmu, to może mieścić się w granicach wolności prasy. Nawet jeśli kogoś dotyka. Nawet jeśli jest nieprzyjemna. Nawet jeśli narusza dobre imię..

Granica z tej sprawy: mocna metafora systemowa może być legalna, jeżeli ma podstawę faktyczną i służy debacie publicznej. Bezprawność wraca tam, gdzie metafora zmienia się w nieudowodniony zarzut przestępstwa.

3. „Zwykli złodzieje” zostało uznane że granica przekroczona

Jedną z innych spraw jest proces przeciwko Stanisławowi Piotrowiczowi. Chodziło o jego wypowiedź z 2018 r., w której mówił o sędziach jako o „zwykłych złodziejach”. Pozew wytoczyli sędziowie Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf i Krzysztof Rączka.

Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku z 2 stycznia 2020 r., sygn. III C 1786/18, uznał, że taka wypowiedź naruszyła dobra osobiste sędziów. Sprawa przeszła dalsze instancje, a 6 marca 2024 r. Sąd Najwyższy oddalił skargi kasacyjne. W praktyce oznaczało to utrzymanie obowiązku przeprosin.

Słowo „złodziej” zostało uznane iż nie jest neutralną metaforą. W potocznym odbiorze oznacza osobę, która kradnie. A kradzież to przestępstwo. Jeżeli więc polityk, dziennikarz albo obywatel mówi o rozpoznawalnych sędziach, że są „złodziejami”, to zostało uznane iż nie jest już zwykłą krytyką sądu. To zarzut hańbiący i kryminalizujący.

Z tej sprawy płynie prosta granica: wolno napisać, że wyrok jest krzywdzący, niesprawiedliwy, odbiera obywatelowi majątek albo pokazuje bezduszność systemu. Nie wolno bez dowodów napisać, że sędzia jest złodziejem.

4. Ministerstwo kontra sędzia Koska-Janusz

Osobną kategorią są ataki na sędziów dokonywane przez organy państwa. Tu sądy stawiają granicę ostrzej, bo ministerstwo, prokuratura czy urząd nie są zwykłym komentatorem. Mają autorytet państwa.

Dobrym przykładem jest sprawa sędzi Justyny Koski-Janusz.

Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 30 marca 2018 r. nakazał przeprosiny za komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczący skrócenia delegacji sędzi. Następnie Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z 1 października 2019 r., sygn. I ACa 433/18, utrzymał kierunek rozstrzygnięcia. Sąd Najwyższy wyrokiem z 21 kwietnia 2023 r., sygn. II CSKP 310/22, oddalił skargę kasacyjną Skarbu Państwa, Ministra Sprawiedliwości.

W tej sprawie sądy podkreśliły, że komunikat resortu nie był zwykłą opinią prywatnej osoby. Pochodził od organu władzy publicznej. A organ państwa, odpowiadając na krytykę prasową albo tłumacząc swoje decyzje kadrowe, nie może posługiwać się nierzetelnymi sugestiami, które niszczą dobre imię sędziego.

Sąd Najwyższy bardzo wyraźnie wskazał, że państwo nie korzysta z wolności słowa tak jak obywatel czy dziennikarz. Urząd nie jest publicystą. Ministerstwo nie jest blogiem. Komunikat państwowy musi być szczególnie ostrożny, rzeczowy i oparty na faktach.

Granica z tej sprawy: dziennikarz może formułować oceny, a obywatel może mówić emocjonalnie. Organ państwa, używając oficjalnego megafonu, nie może publicznie piętnować sędziego nierzetelnymi twierdzeniami.

5. Łączewski,  konferencja prasowa nie jest procesem sądowym

Jeszcze mocniej widać to w sprawie byłego sędziego Wojciecha Cezarego Łączewskiego.

Na stronie Prokuratury Regionalnej w Krakowie opublikowano 10 czerwca 2026 r. przeprosiny wynikające z ugody zawartej w sprawie o sygn. III C 1505/19 przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Przeprosiny dotyczyły wypowiedzi Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry z konferencji prasowych z 5 kwietnia 2019 r., 17 września 2019 r. oraz 11 października 2019 r.

W treści przeprosin wskazano, że wypowiedzi kwestionowały kompetencje zawodowe i wiarygodność Wojciecha Cezarego Łączewskiego jako sędziego, naruszały domniemanie niewinności oraz dobra osobiste: godność, cześć i dobre imię.

To przykład bardzo ważny. Jeżeli przedstawiciel państwa wychodzi na konferencję i mówi o człowieku w sposób, który w oczach opinii publicznej brzmi jak wyrok, to narusza nie tylko dobre imię. Może naruszać także domniemanie niewinności.

Granica z tej sprawy: państwo nie może urządzać procesu medialnego zamiast procesu sądowego.

Co wolno?

Wolno napisać, że wyrok jest niesprawiedliwy, absurdalny, oderwany od życia albo społecznie szkodliwy.

Wolno napisać, że sąd nie odniósł się do kluczowego dowodu, pominął ważny argument, prowadził sprawę przewlekle albo uzasadnił wyrok w sposób niezrozumiały.

Wolno pytać, czy w sprawie istnieje konflikt interesów, układ personalny, środowiskowa solidarność albo mechanizm wzajemnej ochrony.

Wolno użyć ostrej metafory „układ”, „zamknięty krąg”, „państwo w państwie”, a czasem nawet „mechanizm mafijny” w wypadku gdy tekst pokazuje fakty, dokumenty i kontekst, a czytelnik rozumie, że chodzi o ocenę systemu, nie o literalne oskarżenie konkretnego człowieka.

Wolno cytować strony postępowania, pełnomocników, akta, skargi, zawiadomienia i stanowiska procesowe, ale trzeba jasno oddzielać: kto twierdzi, kto ustalił, kto zarzuca, kto zaprzecza i co wynika z dokumentów.

Wolno pisać ostro. Nie wolno pisać nierzetelnie.