Wymiar sprawiedliwości opiera się na prostym założeniu: świadek ma mówić prawdę, protokół ma opisywać przebieg rozprawy, prokurator ma szukać dowodów, a sędzia ma bezstronnie oceniać materiał sprawy.
Ale co wtedy, gdy człowiek w todze nie pilnuje prawdy, lecz sam zaczyna ją wyginać?
Co wtedy, gdy sędzia instruuje stronę, jak ma zeznawać?
Co wtedy, gdy protokół rozprawy nie opisuje tego, co naprawdę wydarzyło się na sali?
Co wtedy, gdy prokurator, zamiast chronić uczciwość postępowania sam wpływa na świadków, dowody albo korzystne rozstrzygnięcia?
To nie są pytania teoretyczne. W Polsce były i są sprawy, w których sędziowie oraz prokuratorzy pojawiali się w kontekście nakłaniania do fałszywych zeznań, fałszowania protokołów, poświadczania nieprawdy, korupcji, płatnej protekcji albo prób wpływania na wynik postępowań.
Najgroźniejsze nie jest nawet samo pojedyncze przestępstwo. Najgroźniejsze jest to, że takie działanie uderza w fundament całego państwa prawa. Bo zwykły obywatel może bronić się przed przeciwnikiem procesowym. Może bronić się przed kłamliwym świadkiem. Może bronić się przed błędem urzędnika. Ale jak ma bronić się przed sytuacją, w której dokument sądowy, protokół albo osoba prowadząca sprawę staje się częścią problemu?
Roman B. sędzia, który instruował stronę, jak ma zeznawać przed procesem
Jedną z najbardziej jaskrawych spraw jest sprawa Romana B., sędziego Sądu Rejonowego w Nysie.
Prokuratura Krajowa informowała, że Sąd Okręgowy w Świdnicy 18 kwietnia 2018 r. utrzymał w mocy wyrok skazujący wydany przez Sąd Rejonowy w Ząbkowicach Śląskich. Roman B. został skazany za przekroczenie uprawnień i nakłanianie do składania fałszywych zeznań. Kara wyniosła 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na 2 lata oraz 3 200 zł grzywny.
Według ustaleń opisanych następnie także w orzeczeniach Sądu Najwyższego, sędzia, będąc referentem sprawy, zainicjował trzy spotkania z matką małoletniej powódki. Podczas tych spotkań miał nakłaniać ją do składania fałszywych zeznań dotyczących kosztów utrzymania dziecka, instruować, jakich informacji ma udzielać podczas rozprawy, oraz zapewniać ją o wydaniu możliwie korzystnego dla niej wyroku.
Wątek dyscyplinarny trafił do Sądu Najwyższego. W sprawie pojawiają się sygnatury I DSK 13/19 oraz II DSK 7/19. Sąd Najwyższy wskazał, że sędzia R. B. rażąco uchybił godności urzędu. To nie była więc tylko medialna plotka ani prywatna skarga strony. To była sprawa, w której sądy analizowały konkretne rozmowy, konkretne zachowania i konkretny wpływ człowieka w todze na treść przyszłych zeznań.
To jest dokładnie ten moment, w którym obywatel ma prawo zapytać: jeżeli sędzia może instruować stronę, jak ma zeznawać, to gdzie kończy się sąd, a gdzie zaczyna się reżyserowanie procesu?
Zbigniew N. były prokurator z Rzeszowa i nakłanianie do nieprawdziwych zeznań
Druga sprawa prowadzi na Podkarpacie. Zbigniew N., były Prokurator Okręgowy w Rzeszowie, prokurator byłej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie i doradca ministrów sprawiedliwości, był jedną z postaci opisywanych w kontekście tak zwanej afery podkarpackiej.
Prokuratura Krajowa informowała, że akt oskarżenia przeciwko niemu skierował w styczniu 2018 r. Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. W pierwszej instancji sprawę rozpoznawał Sąd Rejonowy w Tarnowie. Rzeszów News opisywał później, że Sąd Okręgowy w Tarnowie utrzymał wyrok 5 lat bezwzględnego więzienia.
Wśród zarzutów wobec Zbigniewa N. znalazły się wątki korupcyjne, powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych, a także sprawa nakłaniania K. P. do złożenia w prokuraturze nieprawdziwych zeznań i zatajenia prawdy. Prokuratura kwalifikowała ten wątek z art. 18 § 2 k.k. w związku z art. 233 § 1 k.k.
To sprawa szczególnie bulwersująca, bo dotyczyła człowieka, który przez lata funkcjonował wysoko w strukturach prokuratury. Prokurator ma stać po stronie prawdy procesowej. Ma wykrywać przestępstwa, zabezpieczać dowody i pilnować, żeby świadek nie był zastraszany, instruowany ani ustawiany pod tezę. Jeżeli osoba z takim doświadczeniem sama pojawia się w sprawie dotyczącej nakłaniania do nieprawdziwych zeznań, to nie jest to zwykłe naruszenie prawa. To jest uderzenie w zaufanie do całej instytucji.
Anna C. z Sądu Rejonowego w Chełmie sfałszowany protokół, który według prokuratury nie mówił prawdy
Kolejna sprawa pokazuje, jak groźnym narzędziem może stać się protokół.
Prokuratura Krajowa 21 czerwca 2018 r. poinformowała o skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko Annie C., sędzi Sądu Rejonowego w Chełmie. Sprawę prowadził Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej.
Według prokuratury sędzia miała poświadczyć nieprawdę w protokole rozprawy karnej, która odbyła się 26 lutego 2016 r. Chodziło o wpisanie, że postanowienie o umorzeniu postępowania zostało ogłoszone w obecności stron oraz że strony pouczono o terminie i sposobie zaskarżenia. Według ustaleń śledztwa w rzeczywistości decyzja ta nie została ogłoszona na rozprawie.
Prokuratura wskazywała, że skutkiem takiego działania było pozbawienie stron możliwości zaskarżenia postanowienia o umorzeniu. Zarzucono jej także nakłonienie protokolantki sądowej do poświadczenia nieprawdy.
Sprawę opisywał Onet, podając, że Prokuratura Krajowa oskarżyła sędzię z Chełma o sfałszowanie protokołu rozprawy. Prokuratura Krajowa informowała również, że wobec Anny C. prowadzone było postępowanie dyscyplinarne, a od 2016 r. była zawieszona w wykonywaniu czynności służbowych.
To sprawa fundamentalna, bo protokół nie jest zwykłą kartką papieru. Protokół jest pamięcią procesu. Jeżeli protokół mówi nieprawdę, to obywatel może przegrać nie dlatego, że nie miał racji, lecz dlatego, że oficjalny dokument państwa opisał inną rzeczywistość niż ta, która wydarzyła się na sali.
Kolejna sędzia K. Ś. i protokół niezgodny z przebiegiem rozprawy
Bardzo mocny przykład znajduje się także w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 14 września 2016 r., sygnatura SNO 7/16.
Sprawa dotyczyła K. Ś., sędzi Sądu Rejonowego. Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyrok sądu dyscyplinarnego. W orzeczeniu opisano, że sędzia została uznana za winną poświadczenia nieprawdy w protokole rozprawy w sprawie o sygnaturze II K (…)/09.
Według opisu w orzeczeniu chodziło o to, że w protokole zapisano, jakoby po przeprowadzeniu rozprawy sąd wydał wyrok łączny, mimo że wyrok wówczas nie zapadł, nie został podpisany i nie został ogłoszony. W tej samej sprawie sędzia K. Ś. została także uznana za winną tego, że jako sędzia referent nakłaniała protokolantkę K. P. do umieszczenia w aktach sprawy protokołu niezgodnego z przebiegiem rozprawy, przygotowanego przez siebie.
To nie jest drobna nieścisłość. To jest sytuacja, w której dokument w aktach miał przedstawiać czynność sądu, której według ustaleń nie było. Jeżeli obywatel nie może ufać protokołowi rozprawy, to nie może ufać żadnemu etapowi postępowania.
Rafał R. z Sądu Rejonowego w Kraśniku i dwie różne wersje protokołu z jednej rozprawy
Prokuratura Krajowa 30 kwietnia 2020 r. poinformowała o akcie oskarżenia przeciwko Rafałowi R., sędziemu Sądu Rejonowego w Kraśniku.
Według prokuratury sędzia miał przekroczyć uprawnienia przez usunięcie z akt sprawy dwóch stron protokołu rozprawy i zastąpienie ich innymi, podrobionymi kartami. Miał także przerobić dokument w systemie informatycznym, w którym zapisany był protokół.
Sprawa dotyczyła postępowania o pobicie. Ostatnia rozprawa odbyła się 11 maja 2016 r. i tego samego dnia zapadł wyrok. Jeden z oskarżonych otrzymał protokół z rozprawy, a jego obrońca w apelacji podniósł, że nie wszystkie dowody zostały ujawnione na ostatniej rozprawie. Problem polegał na tym, że protokół wydany stronie różnił się od protokołu znajdującego się w aktach sprawy.
Ten przypadek opisywała Prokuratura Krajowa, Rzeczpospolita i Polsat News. Polsat News pisał, że według Prokuratury Krajowej sprawa była oczywista, bo musiało dojść do fałszerstwa.
To sprawa, która powinna być przestrogą dla każdego obywatela. Jeżeli istnieją dwie wersje protokołu z tej samej rozprawy, to znaczy, że ktoś musi odpowiedzieć na pytanie, która wersja jest prawdziwa, kto ją zmienił i po co.
Sędzia A. C. Sądu Rejonowego i poświadczenie nieprawdy w protokołach
W uchwale Sądu Najwyższego z 6 lipca 2016 r., sygnatura SNO 26/16, pojawia się kolejny ważny wątek dotyczący protokołów.
Sprawa dotyczyła A. C., sędziego Sądu Rejonowego. Sąd Najwyższy analizował sprawę zezwolenia na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej. W uzasadnieniu SN pisał o poświadczeniu nieprawdy w protokołach rozpraw.
To pokazuje jeszcze jeden problem. Nawet gdy w dokumentach sądowych pojawia się nieprawda, system potrafi oceniać, czy miała ona znaczenie „zasadnicze”, czy nie. Z punktu widzenia obywatela rodzi się jednak inne pytanie: dlaczego w protokole rozprawy w ogóle ma pojawiać się nieprawda?
Sądowy dokument powinien być jak zapis z kamery. Ma mówić, co się wydarzyło. Nie ma być poprawiany pod wygodę, estetykę, wynik sprawy ani interes urzędnika.
Janusz K. były sędzia z Kościerzyny i korzystne orzeczenia za pieniądze
Nie każda nieuczciwość procesowa polega na fałszowaniu protokołu. Czasem jest bardziej brutalna: wyrok staje się towarem.
Prokuratura Krajowa opisywała sprawę Janusza K., byłego sędziego Sądu Rejonowego w Kościerzynie. Sąd Okręgowy w Koszalinie 27 kwietnia 2017 r. skazał go za cztery przestępstwa korupcyjne na karę łączną 4 lat pozbawienia wolności.
Według Prokuratury Krajowej Janusz K. jako funkcjonariusz publiczny żądał i przyjmował korzyści majątkowe. W latach 2003–2008 miał przyjąć 70 tys. zł, a w zamian wydawać korzystne orzeczenia. W innym wątku, jako Przewodniczący II Wydziału Karnego, miał przyjąć 40 tys. zł i w zamian wydać wyrok uniewinniający w jednej z prowadzonych przez siebie spraw.
Sprawę opisywały również TVN24 i Onet. Media wskazywały na łapówki za korzystne orzeczenia, pomoc przy apelacjach i korzyści, które w normalnym państwie prawa nigdy nie powinny pojawić się przy sędziowskim biurku ale przy rozbudowanej siatce znajomych z szkolnych ław studiów prawniczych oraz potworzonych różnych stowarzyszeń sędziowskich takie sprawy stały się zwyczajem który trudno zwalczyć.
To jest najczystszy symbol upadku sądowej misji. Jeżeli orzeczenie można kupić, to obywatel nie stoi przed sądem. Stoi przed układem.
Anna H. była Prokurator Apelacyjna w Rzeszowie, korupcja i wpływy
W aferze podkarpackiej pojawia się także Anna H., była Prokurator Apelacyjna w Rzeszowie, opisywana w mediach jako Anna Habało.
Prokuratura Krajowa informowała, że Sąd Okręgowy w Tarnowie utrzymał w mocy wyrok skazujący ją na 6 lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Pierwszy wyrok zapadł 18 marca 2019 r. w Sądzie Rejonowym w Tarnowie. Sąd skazał Annę H. za szereg przestępstw o charakterze korupcyjnym, nadużycie uprawnień funkcjonariusza publicznego, ujawnienie informacji objętych tajemnicą zawodową oraz przedłożenie dokumentu poświadczającego nieprawdę w celu uzyskania pożyczki.
Sąd orzekł także zakaz wykonywania między innymi zawodu prokuratora przez 10 lat. Sprawę opisywały Prokuratura Krajowa, PAP, Onet oraz regionalne media.
To kolejny przykład, w którym problemem nie jest zwykły błąd. Problemem jest wykorzystywanie stanowiska, kontaktów i wpływów. A gdy takie rzeczy dzieją się na wysokim poziomie prokuratury, zwykły obywatel ma prawo pytać, ile spraw nigdy nie zostało uczciwie zbadanych, bo ktoś miał znajomości, wpływy albo ochronę środowiska.
Andrzej Z. to kolejny prokurator z Warszawy-Pragi i zarzut miliona złotych
Jedną z najgłośniejszych spraw ostatnich lat była sprawa Andrzeja Z., prokuratora Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ.
Centralne Biuro Antykorupcyjne informowało w październiku 2020 r., że funkcjonariusze CBA zatrzymali prokuratora po decyzji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego o uchyleniu immunitetu. Według CBA zgromadzony materiał dowodowy wskazywał na wręczenie miliona złotych oraz szeregu korzyści osobistych: koszul, biletów na mecz, alkoholu i sponsorowanych posiłków.
Najbardziej bulwersujący był jednak opis mechanizmu. Według CBA prokurator miał w zamian za gratyfikacje uchylić tymczasowy areszt wobec podejrzanego o zabójstwo, mimo istnienia przesłanek do dalszego stosowania aresztu. Miał także tworzyć nieprawdziwe dowody na niewinność tej osoby i przekazywać informacje ze śledztwa.
Sprawę opisywały CBA, TVN24, Polsat News, PAP i Rzeczpospolita. W tekstach prasowych podkreślano, że chodziło o prokuratora podejrzanego o przyjęcie milionowej łapówki.
Niebezpieczny jest prokurator który zamiast szukać prawdy, według organów ścigania miał pomagać w budowaniu fałszywej wersji procesowej.
Zygmunt K. następny już były Prokurator Apelacyjny w Warszawie i obietnice wpływów
W listopadzie 2023 r. CBA poinformowało o zatrzymaniu byłego prokuratora apelacyjnego wraz z córką w związku z powoływaniem się na wpływy w instytucjach państwowych. Prokuratura Krajowa podała, że zatrzymani to Zygmunt K., były Prokurator Apelacyjny w Warszawie, oraz jego córka Magdalena K.
Sprawę prowadzi Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie. Według komunikatu Prokuratury Krajowej zarzuty dotyczyły powoływania się na wpływy w celu załatwienia korzystnych rozstrzygnięć w toczących się sprawach cywilnych i karnych oraz doprowadzenia pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Szkoda miała wynosić co najmniej 800 tys. zł.
Prokuratura wskazywała, że w latach 2021–2023 Zygmunt K. miał wywoływać przekonanie o wpływach w sądach i prokuraturach na terenie całego kraju.
Ta sprawa pokazuje, że nawet samo przekonanie o „dojściach” w sądach i prokuraturach może stać się walutą. A jeżeli ludzie wiedzą że korzystne rozstrzygnięcie można „załatwić”, to znaczy, że zaufanie do wymiaru sprawiedliwości zostało dramatycznie osłabione.
Prokuratorka z Pucka i fałszowanie dokumentów oraz ukrywanie zaniedbań
Rzeczpospolita opisywała także sprawę prokuratorki z Prokuratury Rejonowej w Pucku, wobec której Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego zdecydowała o usunięciu z zawodu. Według relacji gazety sprawa dyscyplinarna ciągnęła się od 2017 r., a zarzuty dotyczyły między innymi fałszowania dokumentów i podrabiania podpisów.
Rzeczpospolita pisała, że prokuratorka prowadziła poważne śledztwa, między innymi dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci, narażenia pacjenta na utratę życia, sprowadzenia zagrożenia dla zdrowia pacjentów czy przekroczenia uprawnień przez pracowników samorządów. Według opisu gazety problem polegał na tym, że w tych sprawach sama wielokrotnie nie dopełniała obowiązków służbowych.
W jednej ze spraw miała nie dołączyć w terminie opinii biegłych do akt, a następnie przekazać przełożonemu kopię tej opinii ze sfałszowaną pierwszą stroną, zawierającą nieprawdziwe daty procesowe. W innym wątku podpis poświadczający rzekomą ekspedycję pism miał okazać się podrobiony.
To pokazuje, że fałszowanie dokumentów nie zawsze służy bezpośrednio skazaniu konkretnego człowieka. Czasem może służyć ukryciu zaniedbań, opóźnień i niekompetencji. Ale dla obywatela skutek może być ten sam: sprawa prowadzona przez państwo przestaje być wiarygodna.
Największy problem: obywatel nie widzi, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami
Wszystkie te sprawy łączy jedno: przeciętny obywatel jest bezradny, gdy manipulacja odbywa się w dokumentach, protokołach, aktach albo nieformalnych kontaktach.
Jeżeli świadek zostaje przygotowany do zeznań, obywatel słyszy na sali fałsz jako „prawdę”, która mogła być wcześniej ustawiona.
Jeżeli protokół zostaje zmieniony, obywatel widzi w aktach wersję, której może nie być w stanie skutecznie podważyć.
Jeżeli prokurator przekazuje informacje ze śledztwa albo tworzy nieprawdziwe dowody, obywatel nie walczy już z przeciwnikiem procesowym, lecz z aparatem państwa.
Jeżeli sędzia bierze pieniądze za korzystne orzeczenia, sąd przestaje być sądem, a staje się punktem usługowym dla wpływowych.
Dlatego potrzebna jest jawność. Potrzebne są kamery na rozprawach. Potrzebny jest dostęp do nagrań. Potrzebna jest realna odpowiedzialność dyscyplinarna i karna. Potrzebne są publiczne rejestry spraw, w których funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości zostali skazani, oskarżeni albo dyscyplinarnie usunięci za naruszanie prawdy procesowej.
Bo prawda w sądzie nie może zależeć od tego, kto trzyma protokół, kto zna sędziego lub prokuratora, kto spotyka się ze świadkiem i kto ma dostęp do akt.
Najprostsza zasada państwa prawa brzmi: świadek ma mówić prawdę, protokół ma opisywać prawdę, dowody mają służyć prawdzie, a sędzia i prokurator mają być strażnikami prawdy.
Jeżeli toga zaczyna uczyć kłamać, fałszować papier albo handlować wpływem, to nie jest już wymiar sprawiedliwości. To jest wymiar pozorów.
Sprawa Romana B. jest opisana w komunikacie Prokuratury Krajowej o utrzymaniu wyroku przez Sąd Okręgowy w Świdnicy oraz w orzeczeniach SN, m.in. I DSK 13/19 i II DSK 7/19.
Sprawy protokołów: Anna C. z Sądu Rejonowego w Chełmie została opisana przez Prokuraturę Krajową i Onet; K. Ś. występuje w wyroku SN SNO 7/16; Rafał R. z Sądu Rejonowego w Kraśniku został opisany przez Prokuraturę Krajową, Rzeczpospolitą i Polsat News.
Sprawy prokuratorskie i korupcyjne: Zbigniew N., Anna H., Janusz K., Andrzej Z. i Zygmunt K. są opisani w komunikatach PK/CBA oraz w mediach, w tym Rzeszów News, TVN24, Polsat News, PAP, Onet i Rzeczpospolita.
Sprawę prokuratorki z Pucka opisała Rzeczpospolita.